17 marca 2012

Wiosennie....

Wszystko kwitnie. Czasem słońce, czasem deszcz....ale wiosna niezaprzeczalnie już rozgościła się na dobre. I bardzo dobrze :)
Czekoladowe muffiny, pierwsze laurki na (angielski) Dzień Mamy zrobione w przedszkolu, rower i hulajnoga, niekończące się wyścigi tam i z powrotem.... :)
Wiosenne słońce rozświetla dobre chwile...
....na szczęście, bo w życiu 3 latka bywa czasami bardzo burzowo ;)

2 marca 2012

3...

Nie mogę uwierzyć jaki duży już jesteś.
Nie zauważyłam nawet, kiedy z maluszka zmieniłeś się w dużego chłopca.
Takiego z własnym (trudnym) charakterem, tupaniem nogą i placzem próbującym wymusić na nas zmianę decyzji. Z ogromnym uśmiechem i chichotem z rzeczy zupełnie dla nas niepojętych :)
Z tym niekończącym się potokiem słów i rozmowami czasami zbyt dojrzałymi na 3 latka.
Z wyobraźnią wielkości wszechświata....
Jest tyle rzeczy, których nie umiesz i nie lubisz - rysowanie, malowanie, lepienie ciastoliny (ble!).
I tyle rzeczy, które uwielbiasz i których znajomością nas zaskakujesz - to zakochanie w liczbach, liczenie do 100, nazywanie kontynentów na mapie świata, śpiewanie i tańczenie (umiejętność odziedziczona zdecydowanie nie po nas!) :)
Twój negatywizm i maruderstwo (tak!), które uczą nas optymizmu i uśmiechu...a jednocześnie zachwyt wszystkim i niewyczerpane pokłady energii, które nie pozwalają nam marnować żadnej chwili....najsłodsze uściski i "kocham cię jak stąd na księżyc i z powrotem"...
Jesteś jak ja - pełen sprzeczności.
Jesteś jak Tata - rzeczowy i aktywny.
Taka wybuchowa mieszanka aby powstał nasz mały-duży 3 latek :)
Chciałabym złapać te wszystkie chwile, zapamiętać jaki jesteś dziś, bo wiem że już jutro będziesz zupełnie inny...:)
Wszystkiego najwspanialszego Glusiu! :)

3 lutego 2012

Zapiski z Glusiowego kalendarza....

Z cyklu " Rozwój Duchowy" ;))....
Gluś mówi wieczorem paciorek (z pomocą mamy ;). Skończył, buziak i do spania...no, prawie :) Siada, składa ręce i zamyślony mówi:
- Najlepsze to mi Amen wychodzi...robię najlepsze Amen na świecie...i jeszcze trochę Ducha (tu: machnięcie w okolicy lewego ucha...) i Świetego też (tu: machnięcie koło prawego ucha...)...tak ale Amen njlepiej mi idzie...
Ja zwijając się ze śmiechu: - Tak, piękne Amen, Bozia za to da wszystkim dużo zdrowia...
Gluś: - Zdrowia??? Eeee...nieee (krzywi się)...lepiej czekoladki w kształcie oka niech da!

***
Gluś wariuje w wannie w czasie kapieli. Wchodzi Tata: - Co tu się wyprawia??
Gluś: - Tu się kąpie panie władzo!

***
(za upublicznianie tej historii nastoletni Gluś na pewno się pogniewa...;)
Gluś wybiega z łazienki bez majtek.
Ja: - A ty co tak biegasz z fujarką na wierzchu??
Gluś: - Z fujarką?? Jakby to mogła być fujarka? Przecież fujarka ma trzy dziurki!!

***
Na obiad była zupa dyniowa. Chwilę później oglądamy program kulinarny.
Ja do pana Taty: - Popatrz, on tę dynię dusi ze skórką...
Gluś podnosi głowę, buzia w podkówkę, łzy w oczach, chwyta się za gardło: - Nie chcę żeby mnie dynia dusiła!!

***
Reakcje na pytanie "Czy chciałbyś mieć braciszka lub siostrzyczkę?":
- Wolę misia. Żółtego.
"Ale może mama i tata by chcieli jeszcze jednego dzidziusia?"
- (pokazując na siebie) Przecież macie tu mistrza, to po co wam?

Chwilowy przestój Tutaj. Odpoczywam od bloga choć życie Tutaj toczy się nadal. Realizuję plany i noworoczne postanowienia. Walczę z Glusiowymi chorobami. Przedszkole, mimo że rzadko, jest miejscem przez Glusia ulubionym - zdarzaja się  łzy, nieporozumienia językowe...ale ogólnie idzie dobrze, zaaklimatyzował się, pokonuje krok po kroku barierę jezykową, integruje się z dziećmi i chętnie włącza się w zajęcia - nawet sam się zgłasza np. do liczenia dzieci :) Mój mały duży przedszkolak :)
Plany, konieczność zmian, codzienne zabieganie, problemy do rozwiązania....a w tym wszystkim drobiazgi, którymi niezmiennie staramy się cieszyć :) W końcu na tym polega szczęście, prawda?
I tego i wam i sobie życzę.... :)

9 stycznia 2012

Zapiski z Glusiowego kalendarza....

W drodze autobusem do miasta Gluś patrzy w okno i podśpiewuje sobie pod nosem:
"Ele-mele-dutki Gluś znalazł krasnoludki...ele-mele-dutki tatuś jest malutki...nieee...ele-mele-dutki tatuś jest większy a mama mniejsza ale za to robotniejsza...".
Następca Jacka Cygana nam rośnie jak nic...!

***

Na froncie przedszkolnym potop...potop łez oczywiście. Bariera językowa robi swoje.
Ale damy radę.
My nie damy? - pewnie że damy! :)

6 stycznia 2012

Noworocznie...

Trochę spóźniona, ale życzę Wam wspaniałego Nowego Roku, który spełni kilka marzeń z listy - tylko kilka, żeby było o czym marzyć później ;)

Nasz Nowy Rok będzie pełen zmian. Mam nadzieję :)
Rozpoczęty w miłym towarzystwie Bliźniaków i ich rodziców. Tak się zagadaliśmy, że o mało nie przegapiliśmy północy! :) Dobre jedzenie, dobre mojito i chiński lampion wypuszczony w ciemne niebo.
Naprawdę fajny czas. I mam nadzieję, że będzie zapowiedzią dobrego roku :)

Postanowień kilka jest...nie za dużo, w sam raz.
Początek roku przyniósł nam pierwsze wizyty w przedszkolu. I choć nie jest to przedszkole marzeń, to całkiem nieźle sprawdzi się na początek w oswajaniu Glusia z językiem. Bo Gluś, mimo że zna trochę angielskich słów, to raczej aktywnie ich nie używa i angielski jest jeszcze dla niego barierą. Pierwsza wizyta krótka, siedziałam w kącie i starałam się nie angażować, by dać mu przestrzeń i pozwolić na samodzielność. Było nieźle, bawił się, mówił do dzieci "thank you", nawet udało mu się w miarę spokojnie wysiedzieć podczas tzw. circle time - zajęć wszystkich dzieci z panią (oczywiście z naciskiem na "w miarę" ;).
Jeszcze nie rozumie, wiem że będzie się czuł sfrustrowany, ale ważne że chce się uczyć - przybiegł do mnie pytając: "Jak mam powiedzieć tej dziewczynce żeby dała mi to masło?", po czym dzielnie biegł za nią wołając "butter please!". Kolejna wizyta już beze mnie :) I chociaż wiem że na pewno łzy nas nie ominą to naprawdę się cieszę na ten przedszolny czas, ze zdumieniem patrzę jak robi się coraz bardziej samodzielny i z małego chłopca zmienia się w całkiem dużego :)


23 grudnia 2011

Radosnych Świąt!

Dla Was wszystkich,
którzy tutaj zaglądacie, podczytujecie w ciszy lub zostawiacie swoje słowa
Radosnych Świąt!
Magicznych chwil z bliskimi
i spokojnie płynącego czasu, który pozwoli Wam zrobić wszystko,
na co nie macie czasu w codziennym zabieganiu.
Przypomnijcie sobie w te Święta zapomnianych Przyjaciół,
podarujcie uśmiech napotkanym nieznajomym
i napełnijcie się nadzieją i siłą na Nowy Rok.
Tego życzę Wam i sobie.
Z uśmiechem :)

19 grudnia 2011

Spacerkiem do Świąt...

Rozdział chorowanie - tydzień czwarty. Z przerwami na oddech, przekazujemy sobie w domu pałeczkę z rąk do rąk...po czterech tygodnich chorowania "na pół gwizdka" mam dość, bo jak chorować to raz a porządnie a nie tak na raty przez cztery tygodnie, prawda?
Jeszcze tylko pięć małych kroków do Świąt. Ozdoby wiszą tu i tam. Światełka gdzie się tylko da.
Choinka sztuk jeden ubrana - Gluś nie wykazywał na początku zapału, budowanie torów to lepsza zabawa...skuszony perspektywą słodkiego świątecznego pierniczka dla pomocników nawet się zaangażował. W tym wieku króluje styl "wszystkie bombki pogrupowane kolorystycznie na jedną gałązkę" :)
A jeśli o pierniczkach mowa to one i ciastka imbirowe w dziwny sposób dematerializują się, pozostawiając po sobie dudniącą echem czeluść puszki...czeka mnie kolejna runda pieczenia przed Świętami ;)
Adwentowy kalendarz odkrywa po raz kolejny historię Narodzenia. Dla Glusia kolejny "pierwszy" raz :)
"Wiesz, mamusia i tatuś Pana Jezusa nie mieli domku więc zatrzymali się w stajence i tam się Pan Jezus urodził..." opowiadam. Zasłuchany Gluś podsumowuje: "Tak, ktoś im PODPROWADZIŁ domek i musieli iść do stajenki..." (takie słownictwo jest efektem zabaw w wyścigi samochodowe z panem Tatą zapewne...).
Czas sobie galopuje a ja mam ochotę usiąść, zwolnić, posłuchać starych świątecznych szlagierów...i tak chyba zrobię :)
Ciekawe czy wy przed Świętami zwalniacie czy raczej przyspieszacie, żeby ze wszystkim zdążyć? :)

Zdjęcia na blogu są moją własnością. Proszę o nie kopiowanie bez mojej zgody.